Header Ads

Nauczyciel przy dziecku, a rodzicu

Dlaczego zadawanie dużych prac domowych mija się z celem oraz jak zachęcić dziecko do nauki!

Jak nauczyciele motywują dzieci do nauki i czy przykładają się do swojej pracy? Dlaczego zadawanie dużych prac domowych mija się z celem oraz jak zachęcić dziecko do nauki!

Powodem napisania tego tekstu nie jest uraz do szkoły, powody wyższe jak zęmsta czy chęć wyrzucenia na nauczycieli tego co najgorsze. W każdej placówce, firmie, urzędzie są pracownicy rzetelni, lojalni i przyjaźnie nastawieni, oraz tacy którym nic nie odpowiada, mają wygórowane ambicje lub nieprzykładających się do swojej pracy jak należy. To jest całkiem normalne w społeczeństwie.

   Osobiście nie pisałbym o tym bo dla mnie pomimo uczęszczania do szkoły weekendowej, etap chodzenia do szkoły jest już zakończony. Poniższa treść powstała ze względu na wiadomości jakie dostawałem swego czasu i ostatnią od naszego kolegi, który odezwał się po przeczytaniu tekstu ,,Piekło zwane: gimnazjum”.

   Chłopak nie potrafi pojąć dlaczego jeden z jego nauczycieli budzi w nim poczucie poniżenia przez kolegami i koleżankami, oraz dlaczego rodzice uważają, że zmyśla. Z tego właśnie powodu zdecydowałem się napisać poniższy tekst, aby uświadomić, że nauczyciele też są ludźmi i to co dzieci opowiadają swoim opiekunom bardzo często  może mieć miejsce.


Nauczyciele z powołania

   Ogromny szacunek dla tych nauczycieli co z uśmiechem witali nas z uśmiechem i prowadzili zajęcia z pasją, przygotowaniem i na różne sposoby abyśmy utrwalili wiedzę. Osobiście dziękuję im za wkład przez całą ścieżkę edukacyjną i pomoc w przygotowaniu do egzaminów, czy zaliczeniu ocen końcowych gdy w podstawówce czy gimnazjum czegoś nie rozumiałem.

   Z tych pochwał byłoby tyle. Niestety uważam, że takich nauczycieli jest garstka, a dopóty nie byłem pewien zdania znajomych oraz tych które mi nadesłaliście, wstrzymywałem się z napisaniem tego tekstu. Teraz gdy jestem przekonany swojego, możemy przejść do tematu.


Jak nauczyciele podchodzą do lekcji

   Osobiście uważam szkoły za miejsce gdzie rzadko mamy szansę spotkać pedagogów wyrozumiałych i z powołaniem. Jest tak, że wielu przychodzi, przeprowadzi lekcje i gdy skończy pracę, zabiera sprawdziany, kartkówki do sprawdzenia i robi to w domu lub podczas innych zajęć czy przerw. Część sama o sobie mówi "jestem urzędnikiem państwowym" i to by w sumie się zgadzało. Jeżeli mówimy o tej gorszej grupie urzędników. Jestem świadomy kilku faktów.

Nie zawsze nauczyciel jest winny i też jest człowiekiem. Skoro uczniowi nie zależy, to czemu jemu ma niby zależeć.

   Gdy chodziłem do szkoły zupełnie mnie lekcje nie interesowały. Miałem inne priorytety i problemy. Zawsze miałem jakieś wytłumaczenie.


Zadawanie dodatkowych obowiązków

   Nauczenie się jest nie tylko naszym obowiązkiem. Powinniśmy jako uczniowie robić to z pasją, ale jest coś jeszcze. Nauczyciel ma 45 min. aby wytłumaczyć i wpoić wiedzę. Jego zadaniem jest zrobić to jak najlepiej, a wielu marnuje swój czas i ten który wychowankowie marnują często przysypiając.


Człowiek nie jest komputerem który może działać cały dzień i wszystko zapamiętać
Również ma inne zadania, obowiązki i zwłaszcza w młodym wieku większą potrzebę rozrywki i towarzystwa.
- Patryk Tarachoń


   Pedagodzy rzadko rozumieją, że poza ich przedmiotami, w pokoju nauczycielskim widzą się z innymi pedagogami. Koledzy z pracy również ich uczniom zadają do domu. Zbierając to wszystko, tych zadań jest tyle, że naprawdę trudno jest wszystko zrobić z pasją zapominając o pogodzie za oknem i znajomych czasem przez cały tydzień. Zwłaszcza w wieku gdy są najważniejsi.


Motywacja do nauki?

   W szkole nie motywuje się odpowiednio uczniów, zadaje masę zadań odbierających czas wolny, który jest równie ważny w cyklu dniowym wszystkich uczęszczających na zajęcia.

   Ponadto zapomina się właśnie o tym, że przykładowo poza matematyką czy zajęciami fizyki i historii są jeszcze inne, z których wynikają kolejne obowiązki jak przeczytanie literatury lub zapoznanie z tematem.


Jaki jest nieznośny nauczyciel

   Najtrudniej tolerować nauczycieli którzy nie tolerują lub zwyczajnie nie lubią młodych luszi. Również takich którzy zamiast chwalić, wytykają wciąż błędy, często nie tłumacząc nawet gdzie ten błąd jest.
   Równie niełatwe jest przebywanie z pedagogiem niepotrafiącym tłumaczyć. Niesprawiedliwych, poniżających przy całej klasie, udowadniających niewiedzę na każdym kroku i oczywiście takich bez powołania. I gwarantuję. Są tacy nauczyciele.

Przyswajanie za dużo będąc zmęczonym nie daje żadnego efektu, poza straconym czasem.

   Dlatego powinno się uczyć tyle, aby było to jak najbardziej możliwe do zapamiętania, niż zwyczajne robienie wszystkiego jednocześnie lub jedno po drugim aby nie zapamiętać nic.


Kilka przykładów

   Drodzy rodzice. Przy Was nauczyciel zachowuje się inaczej. Dla Was prościej jest załatwić porozumienia w sprawie dziecka, ponieważ wobec rodzica pedagog zupełnie inaczej rozmawia. I fakt, czasem młodzi są porywczy, chcą wszystko szybko, łatwo i nauczyciele rzeczywiście cierpliwie podchodzą do sprawy. Z tym, że dużo szybciej załatwicie poprawienie oceny czy kompromis z nauczycielem gdy porozmawiacie w sprawie swojej pociechy.

   Mam dla Ciebie kilka przykładów różnych sytuacji z czasu gdy ja uczęszczałem do szkoły. W podstawówce nauczycielka z klas 1-3, którą przebywaliśmy wszystkie lekcje gdy przychodziliśmy w sprawie różnych zaczepek mówiąc np. - Karol się bije - odpowiadała - to on się bije, ciebie nie boli. - i takich sytuacji było wiele. Gdy któryś uczeń spakował się wcześniej, a miała być jeszcze lekcja, spoglądała na niego jak na głupszego. Tę ostatnią sytuację widziałem gdy przyszedłem kiedyś w odwiedziny. Z czasem zrozumiałem dlaczego tak robiła. Jej ambicją była praca ze starszymi klasami, których chciała uczyć angielskiego.

   W gimnazjum miałem problem z fizyką i matematyką. Z matematyką było lepiej. Zostawałem po lekcjach na zajęcia dodatkowe, a po obiedzie do późnej nocy z ojcem ćwiczyliśmy zadania i powtarzaliśmy materiał.

   Z fizyką nie było tak kolorowo. I żeby ją zaliczyć w ostatniej klasie (gimnazjum) pomogła mi Pani pedagog prowadząca świetlicę szkolną i wychowawczyni, które wynegocjowały (bo tak to można nazwać) możliwość ostatniej szansy jaką była odpowiedź przy tablicy po lekcjach. Do tego Pani pedagog była tam ze mną. Gdybyśmy nie byli w sali we trójkę - nie zdałbym.

   Nauczycielka powiedziała mi wcześniej na osobności, że jak będę powtarzać to nic mi się nie stanie. I wiecie, mogłem podpaść na którejś lekcji, zrobić coś nieodpowiedniego, ale w klasie było więcej ananasów, których mogła naprawdę posadzić na dodatkowy rok. Przy Pani pedagog, której bardzo dziękuję i innym nauczycielom wspierających mnie przez te trudne trzy lata, jestem bardzo wdzięczny. To był trudny czas dokuczania, wielu prac domowych i problemów.

   Ta sama nauczycielka od fizyki widziała, że zaprzyjaźniłem się z pewną dziewczyną. Wzięła nas do tablicy i kazała mi zadawać dla niej pytania z lekcji na których jej nie było. Oczywiście odmówiłem. Moim argumentem był fakt, że to moja koleżanka i nie będę jej pogrążać, a jeśli już niech zrobi to ktoś inny, ja pytań nie zadam. Przez następne tygodnie jak coś nie wiedziałem trafiałem do kąta, za spóźnienie na lekcję również. Chociaż osoby które ze mną wchodziły wcale do kąta nie wędrowały.

   W technikum matematyczka powiedziała koleżance, żeby mi nie pomagała bo tylko straci na mnie czas i bez sensu w ogóle się ze mną zadawać. Nie wierzyłem w to, ale gdy się dowiedziałem nie było mi już przykro. Byłem wściekły. Z klasy przychodzili i pytali mnie czym mogłem dla niej podpaść. Inne wymagania podczas odpowiadania przy tablicy, uszczypliwości typu - uczcicie się tak dalej, to będziecie mieli oceny jak Patryk - i wiele w tym stylu. Osobiście poszedłem do wychowawczyni, ale ta odesłała mnie do samej matematyczki abym zwrócił jej uwagę. Zrobiłem tak, ale zabrałem kilku świadków ze sobą. I rzeczywiście przeprosiła uznając to rzeczywiście za przesadę.

   Dopiero gdy skończyłem technikum pojąłem o co chodzi. Moim zdaniem widząc, że nie radzę sobie z matematyką, obserwując, że te postępy są znikome, oraz być może ze względu na fakt, iż ma syna w podobnym wieku, uznała, że ta szkoła jest nie dla mnie. Ja wyszedłem z założenia, że nauczyciel jest od tego aby nauczył, a nie oceniał do czego się nadaję lub nie.

   I tak jak pisałem na wstępie. Nauczyciele też są ludźmi. Mają swoje powody, sposób bycia, podejście i czasem kwalifikacje, dzięki którym są lepsi i gorsi. W szkole wiele się dzieje. Czasem swoje problemy pedagodzy przelewają na podopiecznych. Dzieci nie zawsze o wszystkim mówią rodzicom, ponieważ po całym dniu w szkole, wolą powiedzieć - dobrze, jak to w szkole - niż rozwodzić się jak nauczyciel od zajęć wychowania fizycznego wyszarpał kolegę za ucho (podstawówka, nauczyciele wywnioskowali o zwolnienie - nauczycielka została usunięta ze stanowiska).

   Więcej o uczeniu się samym w sobie napisałem artykuł ,,Szybsze odrabianie prac domowych", gdzie opisuje nowoczesne techniki nauki, a przy tym jak ułatwić sobie odrabianie prac domowych.

1 komentarz:

  1. Ja zawsze słucham swojego dziecka. Dzięki temu z pozostałymi rodzicami sprawdziliśmy moje obawy i zmieniliśmy wychowawcę właśnie w drugiej klasie podstawówki.

    OdpowiedzUsuń